Bądź zmianą, którą pragniesz dostrzec w świecie…

Bądź zmianą, którą pragniesz dostrzec w świecie…

Bądź zmianą, którą pragniesz dostrzec w świecie…

Mahatma Gandhi

Tego jeszcze nie było. A myśleliśmy, że już nic nas nie zaskoczy. Prawie z dnia na dzień nastała nowa rzeczywistość. Taki mały patogen, abstrahując od jego pozornej czy faktycznej mocy, rzucił cały świat na kolana – szefów państw, korporacji i grup interesów oraz wielu z nas. Wszystko zastygło w bezruchu. Na pozornie poukładanym i przewidywalnym świecie pojawił się chaos, systemy zaczęły się załamywać, a wraz z nimi nierzadko i ludzie. To precedensowa sytuacja w historii naszej cywilizacji, również dlatego, że zaczęło do nas docierać (a przynajmniej do większości z nas), że wszyscy jedziemy ostatecznie na tym samym wózku. Nasze „być albo nie być” zyskało nowy, już nie teoretyczny, a co najważniejsze wspólny, wymiar. Niezależnie bowiem od punktu widzenia obecnej sytuacji jednym z głównych aktorów zaproszonych na światową scenę jest strach.

A lęk to podstępny zawodnik, potrafi narobić wiele zamętu – głównie w naszym układzie immunologicznym, ponieważ powoduje pospolite ruszenie pod hasłem: uciekaj-walcz-znieruchomiej. Podczas stresu układ hormonalny szaleje, najpierw podwzgórze i przysadka, potem nadnercza wkraczają do akcji – wydzielają kortyzol i adrenalinę, które z kolei przy długotrwale utrzymującym się stresie powodują burzę cytokin prozapalnych, a tym samym osłabienie układu odpornościowego. Naukowcy ostrzegają, że ludzie chorują teraz najczęściej na skutek… strachu. Dobra wiadomość jest  taka, że każdy z nas może już od zaraz skutecznie wspierać zarówno siebie, jak i drugiego człowieka.  Wzmacniając systematycznie układu nerwowy, możemy codziennie aktywnie wspierać układ immunologiczny, jednocześnie zwiększając nasze dobre samopoczucie. Mało tego, obecną sytuację możemy wykorzystać i dostrzec w niej niebywałą szansę na zmianę – czasem wszystkiego, czego dotychczas zmienić nam się nie udało. Jak to zrobić?

Umysł i ciało są połączonymi ze sobą manifestacjami świadomości, powiedział Deepak Chopra, jeden z obecnie najbardziej znanych nauczycieli rozwoju duchowego na świecie. Żeby jednak umysł funkcjonował prawidłowo, a nasza świadomość się pogłębiała, codziennie…

  1. REGULARNIE JEM, PIJĘ WODĘ, RUSZAM SIĘ i ODPOCZYWAM

Każdy z Was wie, co to znaczy zdrowo się odżywiać, pić codziennie odpowiednią ilość dobrej wody (1,5-2 l osoba dorosła) oraz pamiętać o regeneracji i odpowiedniej ilości snu. Do czego zachęcam, to do tego, by przełożyć teraz teorię na praktykę. Dlaczego? Bo to podstawa równowagi psychofizycznej. Dlatego, jak mawiał Eichelberger, z którym miałam zajęcia podczas studiów psychosomatologii, traktujmy się na początek jak średnio lubianego psa: muszę siebie napoić, nakarmić, wyprowadzić z domu – nawet na balkon lub trawnik przed blokiem, poćwiczyć. A kiedy już to zrobię…

  1. ODDYCHAM ŚWIADOMIE

Nasze ciało tak długo jest połączone z naszą psychiką jak długo oddychamy. Cykl ten rozpoczynamy pierwszym wdechem po narodzinach i kończymy ostatnim tchnieniem w momencie śmierci.  Dlatego to właśnie oddech jest najważniejszym źródłem naszej energii życiowej. Wiedzą o tym Hindusi od 5.000 lat, którzy praktykują rozmaite rytuały oddechowe nie tylko po to, by pogłębić swoją świadomość, ale również w celu zachowania dobrego zdrowia i długiego życia. Oddech ujjayi, pranajamy, bastrika, sudarshan kriya – praktykuję od lat i polecam każdemu. Nie muszą to jednak być ćwiczenia ze wschodnich tradycji. Każde ćwiczenia oddechowe uspokajają nasz układ nerwowy. Jak to działa? Odsyłam tu np. do teorii poliwagalnej, która zakłada, że życie emocjonalne człowieka ma również podłoże biologiczne, a nasze doświadczenia psychiczne ściśle wiążą się z procesami zachodzącymi w ciele. Stephen W. Porges, autor tego podejścia, przywiązuje szczególną wagę do nerwu błędnego, udowadniając, że jego funkcjonowanie ma ogromny wpływ na ludzką psychikę. Jak to się ma do oddechu? Oddychając spokojnie przez nos, podążając uwagą za oddechem „do brzucha”, aktywizując tym samym mięśnie brzucha i przeponę wpływamy pozytywnie na nerw błędny (vagus), który ma funkcję regulującą autonomiczny układ nerwowy. Za pomocą spokojnego, głębokiego oddechu możemy więc samodzielnie wpływać na nasz ukł. nerwowy, rozluźniając się i wprowadzając w stan regeneracji, a jednocześnie zmniejszamy stan zapalny w organizmie przez wyciszenie burzy cytokin prozapalnych, regulujemy też mikrobiom (jelita), stymulujemy cały organizm do biologicznej autoregulacji i uspokajamy tętno. Jeśli poczujesz stres zachęcam Cię byś usiadł/-a wygodnie w wyprostowanej pozycji, albo połóżył/-a się, zamknij oczy i weź kilka głębokich, powolnych oddechów przez nos. Pozwól myślom przepływać swobodnie, a Ty skup się tylko na oddechu, poczuj jak przepływa przez Twoje nozdrza, gardło, jak wypełnia Twój brzuch i powoli wraca z wydechem po to, by za chwilę znowu Cię dotlenić … Zaobserwuj, jakie zmiany zachodzą po 5 minutach takiej praktyki. Zwróć uwagę na swoje myśli, bicie serca, napięcie mięśniowe i ogólne samopoczucie… gwarantuję Tobie, że odczujesz zmianę. A co jeśli chcesz zacząć od mniejszego kroku, zanim zabierzesz się do świadomego oddychania? Powiem Tobie, co ja robię…

  1. ŚPIEWAM i ŚMIEJĘ SIĘ (jak najczęściej)

Nasz centralny i autonomiczny układ nerwowy nie są przecież tworami powstałym w XX w. Wcześniej ludzie musieli też umieć radzić sobie ze stresem – podczas powodzi, głodu, kataklizmów czy wojen. Co wtedy robili? Śpiewali. Ten prosty zabieg kojący nasz układ nerwowy znały już ludy prymitywne, kultury szamańskie rozwinęły tę tradycję, która jeszcze za czasów mojego dzieciństwa była kultywowana – ludzie częściej śpiewali. Śpiewając musimy oddychać głęboko (chyba, że mruczymy pod nosem), tym samym uspokajamy nasz układ nerwowy. Śpiewanie podnosi też nasze wibracje, stąd w buddyzmie czy w tradycjach hinduskich śpiewanie mantr, tzw. chanting. Kiedy więc się najem i napiję, wyśpię i wyprowadzę na powietrze lub przynajmniej pooddycham i pośpiewam, wówczas przyglądam się jak…

  1. DBAM O SWOJE INNE POTRZEBY I BUDUJĘ POCZUCIE SPRAWCZOŚCI

Byśmy mogli o siebie zadbać, musimy najpierw … poznać samych siebie. Możemy zacząć od prostych pytań, które są pierwszym krokiem do tej przyjaźni: Czego teraz pragnę? Na co mam ochotę? Jakie mam możliwości, by to sobie dać? Czego nie chcę? Czemu chcę w końcu powiedzieć TAK, a czemu NIE? Zgadzam się tu z Iwoną Majewską-Opiełko, z której książek czerpałam kilka lat temu, jak ważne jest poczucie sprawczości oraz angażowanie się w każdą, najprostszą nawet czynność na 100%. Jest to niezmiernie istotne w obecnej sytuacji, kiedy nagle, prawie z dnia na dzień, wielu ludzi po raz pierwszy w życiu skonfrontowało się z nie dosyć, że zaskakującą, to jeszcze nieprzewidywalną rzeczywistością. Zachęcam, by po pierwsze zastanowić się, na co mam wpływ i tym się zająć (nie wystarczy pomyśleć: mam ochotę na mango. Trzeba kupić, umyć, obrać i zacząć się nim raczyć – inaczej pozostanie suchą teorią), a na co nie mam wpływu – i to zostawić. Odróżnienie jednego od drugiego jest sztuką, ale praktyka czyni mistrza. Od czego zacząć?

  1. SKUPIAM SIĘ NA TU i TERAZ

Mindfullness czyli praktyka uważności jest znana w naszym kraju już od dobrych paru lat. Jon Kabat-Zinn, założyciel Kliniki Redukcji Stresu przy Uniwersytecie w Massachusetts, stworzył w 1979 r. program MBSR – Redukcja Stresu Oparta na Uważności. Nie musimy jednak rozpoczynać takiego programu, by móc praktykować uważność. No, ale po co to robić, zapytacie. Zwykle nasz umysł jak nadaktywna małpa skacze na autopilocie to tu to tam, będąc najczęściej w przeszłości (i rozpamiętując, co mogliśmy wówczas zrobić, lub żałując, czego nie zrobiliśmy, wspominamy opryskliwą ekspedientkę, bądź tęsknimy do tego co, „se ne wrati”). Albo też nasz umysł jak ten wehikuł czasu dryfuje w przyszłości i ma wielkie oczy ze strachu i przerażenia, wypełniony lękami przed tym, czego przecież jeszcze nie ma (i może się nie wydarzyć) a które potrafią być tak silne, że nawet po nocy dają znać o sobie. Dlatego też, aby uspokoić nasz układ nerwowy „ściągajmy się” za uszy do tego, co jest tu i teraz. Istotną rolę w praktyce uważności pełnią nasze zmysły. Kiedy więc czuję, że mój umysł zaczyna żyć własnym życiem i jedzie z prędkością światła na autopilocie, mogę z poziomu mojej wyższej świadomości chwycić lejce i powiedzieć: „prrrrr” poskramiając tę samowolkę. Pytam więc siebie: czego teraz doświadczam? Piję herbatę i rozmawiam z synem. Jaki smak ma ta herbata? Jaką temperaturę? Jak pachnie? Jaki kubek jest w dotyku? Jak wygląda dziś mój syn? Czy przyglądałam mu się dzisiaj dokładnie? Czy naprawdę słyszę, co do mnie mówi? Czy tylko słucham? I wówczas ląduję w teraźniejszości, osadzam się w tu i teraz, podążając swoją uwagą za kolorem, dźwiękiem, smakiem, dotykiem i zapachem. Osadzam się tu, gdzie aktualnie jestem i nagle może do mnie dotrzeć, że zarówno ten żal, który przed chwilą czułam podróżując umysłem w przeszłość, czy lęk o przyszłość odpłynęły ustępując miejsca jedynej namacalnej rzeczywistości, w której jestem TU i TERAZ. A co  zrobić, kiedy to, czego właśnie doświadczam jest dla mnie dużym wyzwaniem? Wówczas przypominam sobie słowa wielkiego nauczyciela rozwoju osobistego Jiddu Krishnamurti, który zapytany u schyłku życia o sekret swojego spokoju i opanowania powiedział:

  1. NIE MAM NIC PRZECIWKO TEMU CO JEST

Taka postawa wymaga praktyki i czasu, natomiast z własnego doświadczenia wiem, że często w momencie, kiedy odpuszczamy i jesteśmy całą swoją uważnością z tym, czego aktualnie doświadczamy, wówczas zyskujemy przestrzeń, dostrzegamy nagle inne rozwiązania, uspokajamy się, a przede wszystkim pozwalamy odejść napięciu naszego układu nerwowego, który w postawie walki, oporu, gniewu etc. pracuje na najwyższych obrotach. Jeżeli więc uda się nam po prostu BYĆ z tym, co jest w nas i dookoła nas, wówczas paradoksalnie zyskujemy więcej niż podczas kompulsywnego działania, o którym każdy z nas coś wie, czyż nie? Ileż to bodźców przerabialiśmy dotychczas każdego dnia? Ile maili, smsów, telefonów, rozmów, artykułów, wpisów na fb, Instagramie i innych forach, ile filmików (nawet jeśli motywacyjnych i rozwojowych), ile tego było? Postawa DOING (aktywne działanie) jest rozwojowa do momentu kiedy tworzy harmonijną całość z postawą BEING (uważne bycie). Z medycyny chińskiej wiemy, że pierwsza jest męskim aspektem YANG, druga żeńską YING i obie tworzą całość. Problem w tym, że świat się pogubił i oszalał… tak, pozwolę sobie na to określenie, oszalał w dzikim pędzie za więcej, intensywniej, głośniej, częściej… dla BYCIA wiele nie pozostawiając… Teraz mamy SZANSĘ, by to zmienić. SZANSĘ, by wszystko poustawiać na miejsce, tak jak w głębi serca chcemy, by wyglądało. Bo czy to nie w jakości tego bycia zawarta jest istota naszego człowieczeństwa? Teraz możemy poczuć, jak to jest po prostu BYĆ… z tym wszystkim, co jest.  Czy muszę naprawdę tyle robić, pisać, dzwonić, załatwiać, tworzyć? A może sobie przypomnę, jak to jest  BYĆ mną? I wtedy nagle w tym uważnym byciu możemy poczuć coś, co nasz układ nerwowy uwielbia, coś, co sprawia, że czujemy radość, a nawet szczęście… tym poczuciem, które nadaje blasku naszym oczom i maluje uśmiech naszej twarzy jest …

  1. WDZIĘCZNOŚĆ

Jeden z moich ulubionych zakonników i naukowców, brat David Steind-Rast mówi od lat: „Chcesz być szczęśliwy? Bądź wdzięczny!”. Co łączy wszystkich ludzi bez wyjątku na tej planecie? Dążenie do szczęścia. Znacie kogoś, kto nie chce być szczęśliwym człowiekiem? Ja nie. Znałam natomiast takich, którzy mówili: „Jak będę miał/-a to i tamto, co mnie uszczęśliwi, jak będę już taki/taka to wówczas będę wdzięczny/-a”. Znacie takich? Ja kiedyś widywałam w lustrze taką mądralę J. A to moi drodzy funkcjonuje dokładnie odwrotnie. Poprzez regularne praktykowanie wdzięczności zwiększamy nasze poczucie dobrostanu, ale i dostrzegamy, ile mamy obfitości wokół siebie. Ci z Was, którzy mają dziś gorszy dzień mogą zapytać: a cóż takiego mam? To do bani, tamto jeszcze gorzej… Powiem Wam więc jak ja to robię: włączając światło czy wchodząc pod gorący prysznic często myślę sobie: wspaniale, że mam tę możliwość, jest tyle ludzi na świecie, którzy są jej pozbawieni. Budząc się rano w wygodnym łóżku, w domu, w którym jest bezpiecznie jestem wdzięczna za tę rzeczywistość – tym bardziej, że jako dziecko doświadczyłam wraz z moją rodziną, jak inaczej mogą wyglądać poranki, kiedy mieszka się z kimś, kto nie jest naszym przyjacielem. Wdzięczna jestem za promienie słońca na mojej twarzy i za uśmiech mojego dziecka, za dobry słuch, dzięki któremu mogę słuchać muzyki, którą kocham i zdrowe ręce, którymi mogę przygotować obiad. Czuję też wdzięczność za swoją drogę, pełną światła i życzliwych mi ludzi, ale również wybojów i ogromnych wyzwań – gdyby nie one, nie było by mnie jednak tutaj, gdzie jestem dzisiaj. Zachęcam każdego z Was, by przed wstaniem z łóżka poczuć, za co dzisiaj jestem wdzięczny/-a? Z czego mogę się cieszyć? Wówczas mogę dostrzec cała masę obfitości, która mnie otacza oraz tą obfitość, którą jestem, a wtedy?  Wtedy, kiedy dostrzegę własny potencjał i możliwości potrafię również…

  1. DOSTRZEGAĆ I WSPIERAĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA

Czy wiecie, że dawanie i pomaganie aktywuje w mózgu ośrodki związane z odczuwaniem przyjemności o wiele bardziej niż otrzymywanie? Thich Nhat Hanh, jeden ze znanych aktywistów ruchów pokojowych na świecie zachęca do praktykowania trzech mantr / postaw w kontakcie z drugim człowiekiem:

Co mogę dla Ciebie zrobić?

Jestem przy Tobie.

Wiem, że cierpisz, dlatego jestem przy Tobie.

Po tym bowiem, jak zaopiekujemy się sobą, swoimi ranami i potrzebami możemy tym lepiej zadbać i zaopiekować się drugim człowiekiem… czasem tylko (albo aż) poprzez naszą z nim uważną obecność, która daje często więcej niż 1000 słów. Tym samym nie tylko robimy coś dobrego dla innych, ale i dla siebie. Kiedy bowiem …

  1. KULTYWUJĘ POZYTYWNE EMOCJE

… takie jak: radość, czułość, czy empatia, wychodząc tym samym z poziomu najbliższego naszej prawdziwej, ludzkiej naturze – z poziomu serca. Pozytywne emocje kojąc nasz układ nerwowy, zwiększają również naszą zdolność  do samoleczenia – autoregulacji, w którą wyposażony jest każdy organizm żywy na tej planecie, również my ludzie, o czym często zapominamy. Pamiętajmy też o pokarmie dla duszy, czyli miłości – do siebie i innych oraz czułości będącej jej wyrazem. Potrzebujemy ponoć 12 przytuleń lub „głasków” dziennie, 4 to absolutne minimum. Samych siebie możemy również pogłaskać  i obdarzyć  czułością. „Miłość w działaniu jest uzdrawianiem” mówi wspomniany już Deepak Chopra, bo kiedy kocham siebie i innych…

  1. PODWYŻSZAM SWOJE WIBRACJE i ZANURZAM SIĘ W CISZĘ

Co to oznacza? Wszystko we wszechświecie ma swoją częstotliwość. Od paru lat zajmuję się medycyną informacyjną i terapią mikroprądami o szerokim spektrum częstotliwości. Doświadczam na co dzień, jak częstotliwości mierzone w Hertz’ach mogą wpłynąć nie tylko na tkanki moich pacjentów, którzy przyszli z bólem, a wychodzą bez niego, ale i na ich samopoczucie. Również nasze emocje mają swoje częstotliwości, czyli wibracje i od tego, które z nich kultywuję zależy mój dobrostan. Mogę sama z uważnością zarządzać swoimi emocjami, ale również mam możliwość wesprzeć skutecznie swój układ nerwowy terapią częstotliwościami, czy to w gabinecie, czy w „terenie” – z Healy przy boku.  Potrzebuję też ciszy, by w medytacji swoją świadomość skierować do tej części mnie i nawiązać z nią kontakt, która jest nietykalna ponad czasem i przestrzenią. Uśmiecham się do siebie i innych, słucham muzyki, która mnie uskrzydla i czytam książki, które mnie rozwijają, otaczam się ludźmi, którzy są mi życzliwi, świadomi, proaktywni i wprowadzają wartość i radość w moje życie. Wówczas okazuje się, że faktycznie …

  1. KREUJĘ SWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ

Jak bowiem mawiała Louis Hay, a wraz z nią powtarza Bruce Lipton, Greg Braden, Nassim Haramein, Erwin Laszlo i wielu innych, którzy są moją inspiracją: każdą myślą, emocją i postawą kreujemy naszą rzeczywistość i świat dookoła siebie. Wszyscy jesteśmy całością, tworząc HOLOS, sieć współzależności. Jesteśmy jak te motyle, który trzepotem skrzydeł mogą spowodować zmiany na drugiej półkuli, połączeni z całą fauną i florą i również od niej zależni. Zgodnie z odkryciami fizyki kwantowej ostatnich 100 lat w tym polu nieograniczonych możliwości jakim jest wszechświat wraz z jego polem informacyjnym każda informacja i energia jest budulcem, dla tego, co się ostatecznie zamanifestuje na planie fizycznym. To my kreujemy naszą rzeczywistość, Ty, ja i każdy człowiek na tej planecie. Dzisiaj mamy szansę stworzyć z tego chaosu taki świat, jaki pragniemy dla siebie i przyszłych pokoleń. Możemy zwolnić, odetchnąć, dostrzec samego siebie i drugiego człowieka i otworzyć nasze zagonione serca, odpowiadając sobie na pytania: o czym marzę? Czego chcę, a czego już nie chcę? Jakiego świata pragnę? Co chcę dzisiaj wykreować? Co wybieram? Nasza Ziemia potrzebuje oddechu i wytchnienia oraz uzdrowienia… jak każdy z nas – bądźmy więc zmianą, którą pragniemy dostrzec w świecie!

 

 

Share this post